W jaki sposób Twoje ciało informuje Cię, że coś jest nie tak

< WRÓĆ

Kiedy byłam w przedszkolu zdarzało mi się pokłócić z koleżankami o lalkę Barbie, dodatkową porcję podwieczorku czy też ulubiony kolor kredki. Wracałam potem do domu z bólem głowy, tata przytulał mnie, całował w czółko i ból znikał. Kilkanaście lat później, gdy mama uskarżała się na częste migreny, zrobiłam dla niej dokładnie to samo. Po paru minutach zażartowała, że ją wyleczyłam, bo dolegliwości ustąpiły. Tylko mama nie rozumiała jeszcze wtedy, że to wcale nie była żadna igraszka losu ani nawet zbieg okoliczności – tylko związek problemów zdrowotnych ciała z tymi emocjonalnymi.

Dziś najpopularniejszym sposobem na ból są tabletki: „Weź (taką czy inną), to przestanie boleć. Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki bądź skontaktuj z lekarzem lub farmaceutą” – takie hasło możemy usłyszeć w telewizyjnych reklamach. Łykamy środki przeciwbólowe jak cukierki – miodowe, cytrynowe czy też malinowe – wszystko zależy od naszych indywidualnych preferencji. Ważne, że działa, a efekt jest szybki i natychmiastowy. Szkoda, że na krótko. Skupiamy się na symptomach, a żeby całkowicie pozbyć się bólu, powinniśmy sięgnąć głębiej – do jego źródła, które bardzo często jest w nas samych.

Ciało działa jak lustro – odbija to, co dzieje się wewnątrz. Wiele dolegliwości fizycznych odzwierciedla nasze nieuświadomione problemy emocjonalne i mentalne. Na przykład, kiedy masz kłopot z tarczycą, może to być związanie z zahamowaniem przetwarzania i wyrażania emocji przez Twój organizm. W ten sposób próbuje on nas uświadomić, że należy rozwiązać ten problem.

Powiązaniem ciała z umysłem i duchem zajmuje się psychosomatyka. Soma oznacza to, co wywodzi się z fizyki, natomiast psyche to, co czerpie się z duszy. Ludzie już w starożytności wiedzieli jak wielki jest związek pomiędzy nimi. W antycznej Grecji pojawiło się przekonanie, że przyczyną histerycznych symptomów u kobiet była macica, która czasami się odczepiała od wewnętrznych części ciała, co w efekcie sprawiało, że poruszała się w nim bezwiednie. Aż do XVII wieku na zachodzie nerwicę histeryczną przypisywano macicy (z gr. „hustera” – macica). Dzisiaj już wiemy, że przynajmniej 75 % zaburzeń zdrowotnych to choroby psychosomatyczne. I pomimo, że w teorii medycyna tradycyjna już to akceptuje, to wciąż, w procesie leczenia, dąży do likwidowania objawów, zamiast starać się dotrzeć do przyczyn schorzenia. To tak, jak włożenie korków do uszu przed spaniem, żeby nie słyszeć dobiegającej z zewnątrz muzyki – nie pójdziemy jej wyłączyć bo nie znamy jej źródła, a korki jedynie upozorują, że się jej pozbyliśmy.

Dobrze znasz to uczucie, kiedy bolą Cię stopy po całym dniu biegania od jednego miejsca do drugiego w butach na obcasie. To sygnał, że Twoje ciało potrzebuje odpoczynku, zatrzymania się – tak, jak Twój przepracowany umysł. Podobnie dzieje się w przypadku traumatycznych wydarzeń w naszym życiu. W momencie silnych emocji towarzyszących utracie bliskiej osoby, nasze ciało potrafi zareagować drżeniem, wstrząsami, bólem mięśni, a nawet wymiotami.

Kasia – jedna z moich dobrych koleżanek – miesiąc temu tak bardzo przeżyła drugie rozstanie z wieloletnim chłopakiem, że wrócił do niej ból kolana, które rok wcześniej przeszło operację – tuż po ich pierwszej rozłące. Przez to, że nie wyleczyła rzeczywistych przyczyn dolegliwości, wróciły one do niej ze zdwojoną siłą – tym razem na dobre musiała zrezygnować z tańca – swojej największej pasji. Czeka na kolejną operację i cały proces leczenia zaczyna od nowa. Gdyby pozwoliła sobie wyładować emocje za pierwszym razem np. w płaczu, który dodatkowo uwalnia toksyny z organizmu, to dziś mogłaby dalej tańczyć. Ważne jest to, żeby pozwolić sobie na przeżycie trudnych stanów, bo to istotny element regeneracji organizmu. Po rozpoznaniu jakiegoś odczucia, nie należy go wypierać, ani też próbować pozbywać się szybko tabletką przeciwbólową, tylko zastanowić się jakie emocje mogą kryć się za tymi symptomami oraz jakie potrzeby organizm w ten sposób komunikuje.

Kilka lat temu, mając 19 lat, pojechałam do swojej pierwszej pracy za granicą, żeby sortować owoce w angielskiej fabryce. Ciągle było mi zimo. Odczuwałam słabość organizmu, byłam blada, często też chorowałam. Na pewno jednym z czynników był panujący na hali chłód ze względu na konieczność utrzymania świeżości owoców. Jednak temperatura pozostawała dodatnia, a ja z każdym dniem, zamiast zacząć się przyzwyczajać, potrzebowałam wkładać dodatkową warstwę ubrania. Okazało się, że przyczyna leżała we mnie, a dokładniej w moich emocjach – pojechałam w obce miejsce – gdzieś na pola pod Londynem, mieszkać w przyczepie kempingowej i pracować czasem po 12 godzin dziennie, nigdy nie wiedząc, o której skończę zmianę. Byłam tam tylko z chłopakiem, wokół nas mieszkali ludzie różnych narodowości, przyczepę campingową dzieliliśmy ze starszym bułgarskim małżeństwem – przeraziła mnie nowa rzeczywistość, w której się znalazłam. Musiałam to zrozumieć i przepracować, żeby moje dolegliwości zniknęły.

Nasz system emocjonalny wysyła bodźce do ciała. Każdej myśli towarzyszą sygnały biochemiczne, które poruszają się w obrębie całego naszego organizmu. Nie bez powodu mówi się, że „strach ma wielkie oczy”. Kiedy późnym wieczorem idziesz po chodniku i podąża za Tobą tylko jedna osoba, dokładnie w tym samym kierunku co Ty – czyli masz wrażenie, że ktoś Cię śledzi – Twój system nerwowy wpompowuje więcej tlenu do mięśni, zaczyna działać adrenalina, która powoduje przyspieszone bicie serca, rozszerzają się źrenice, oczy ukazują większą powierzchnię białek. Ciało daje Ci też sygnały, kiedy denerwujesz się przed wystąpieniem publicznym – pocą Ci się dłonie, a oddech staje się płytszy.

Skutki oddziaływania przewlekłego stresu na ludzki organizm mogą prowadzić do wielu schorzeń. Sytuacje stresogenne, a także myśli wypełnione złością, strachem lub smutkiem sprawiają, że nadnercza zwiększają uwalnianie swoich hormonów (glikortykosteroidów), a ich nadmiar we krwi prowadzi do powstania różnych chorób, takich jak osteoporoza, depresja, cukrzyca, choroby serca, zapalenia stawów, nadciśnienie tętnicze czy rak.

Problemy zdrowotne, w których powstaniu mają udział czynniki psychologiczne mogą dotyczyć w zasadzie każdego narządu. Naukowcy zajmujący się psychosomatyką wyróżnili jednak kilka zaburzeń, w których najczęściej można zauważyć powiązania między ich występowaniem a stanem ludzkiej psychiki. Są to m.in.: choroba wrzodowa żołądka, nadciśnienie tętnicze, astma oskrzelowa, reumatoidalne zapalenie stawów, zapalne choroby jelita grubego, nadczynność tarczycy, atopowe zapalenie skóry. Bardzo często problemy zdrowotne, na które mają wpływ czynniki psychologiczne to także otyłość, zaburzenia snu, zaburzenia apetytu, migreny, choroba niedokrwienna serca, zaburzenia tikowe, uzależnienia od różnych substancji, choroby autoimmunologiczne (np. toczeń rumieniowaty układowy).

Ciało nie tylko daje negatywne komunikaty, ale także przekazuje przyjemne sygnały – one również są dla Ciebie bardzo ważną informacją. Motyle w brzuchu przy ukochanej osobie, orgazm w trakcie seksu, przyjemne mrowienie podczas masażu – tego typu wskazówki odzwierciedlają nasze zaspokojone potrzeby bliskości, miłości czy relaksu. Warto nauczyć się być uważnym na to, co komunikuje nam ciało, gdyż to pozwoli lepiej je zrozumieć, zapobiegać chorobom oraz odpowiadać na nasze pragnienia zarówno te fizyczne jak i te emocjonalne. Dlatego od dziś zacznij częściej przyglądać się oznakom, jakie daje Twój organizm i wsłuchiwać się w to, co do Ciebie mówi.

Eliza Żeleźniak

< WRÓĆ